sobota, 2 czerwca 2012

"Dziesięć książek, które zepsuły świat" Benjamin Wiker

Piszę tu sobie o książkach, które wzbogacić mogą nasze życie duchowe bądź usprawnić mają pozytywne postrzeganie rzeczywistości... A niejaki pan Wiker stwierdza w swojej książce "Dziesięć książek, które zepsuły świat", że tak naprawdę niektóre książki w ogóle nie powinny ujrzeć światła dziennego... Teza bardzo kontrowersyjna: z jednej strony ograniczająca prawo do wolnego wyboru, z drugiej jednak w jakimś stopniu umotywowana. Warto sprawdzić z pewnością, jaki byłby świat bez tych książek...



Benjamin Wiker jest amerykańskim etykiem chrześcijańskim, co pozwala nam dość szybko wpaść na to, które książki i jacy autorzy mogą stać się według niego trucicielami myśli społecznej. Na jego czarnej liście znaleźli się miedzy innymi: Marks i Engels, Darwin, Alfred Kinsey, Lenin, Nietzsche czy też Freud. Wiker nie zapomniał w swojej książce także o "Mein Kampf" Hitlera. O ile jednak w tym ostatnim przypadku jego krytyka jest bezsprzecznie uzasadniona, o tyle chociażby kwestia zasług Darwina czy też Freuda może zostać poddana szerokiej dyskusji. 

Warto zatem sięgnąć po tę publikację w celu zapoznania się z argumentacją Wikera. W wielu punktach jego spojrzenie skłania bowiem do podjęcia szeroko pojętego dialogu historiozoficznego.

piątek, 30 marca 2012

„Optymizmu można się nauczyć” M. Seligman


Spośród wszystkich książek, jakie zdarzyło mi się przeczytać, dotyczących pozytywnego myślenia, praktycznego wymiaru afirmacji oraz psychologicznych aspektów kształtowania swoich myśli jest to publikacja zdecydowanie najbardziej autorytatywna i logiczna. Piszę to na samym początku, aby każdy kto trafi na tę książkę, od razu do niej siadał i czytał.

Psychologia pozytywna to dział nauki, który niespecjalnie często gości na wykładach akademickich. A szkoda, bo jest kilkoro ciekawych naukowców, którzy zajmują się tym fragmentem wiedzy psychologicznej. 

Utarło się niestety przekonanie (niezupełne błędne), że pozytywne myślenie i wszelkie poradniki z tego zakresu to trywialne i średnio merytoryczne nawoływanie do afirmowania, które ma znikomą wartość twórczą. Faktycznie wiele publikacji, chociażby takich jak „Sekret”, potrafi zniesmaczyć kogoś, kto potrzebuje treściwych i potwierdzonych naukowo koncepcji. 

W „Optymizmu można się nauczyć” znajdziecie właśnie to, czego brakuje poradnikom z niższej półki. Autor książki jest przede wszystkim psychologiem, który do tematu psychologii pozytywnej podchodzi metodologicznie i obrazowo. Obiektywnie ocenia cele, metody i możliwości poszczególnych technik czy ćwiczeń. Ta książka to doskonały podręcznik, który potrafi znakomicie i czytelnie wyjaśnić mechanizmy, które nami rządzą, a przy tym pokazać, jakimi sposobami możemy wpływać na własne działania i realizować konkretne cele. Przy tym uczy nas, że bez pracy nie ma kołaczy.

Oby więcej takich poradników, które sprawią, że słowo poradnik przestanie być źle kojarzone.



„PeLoHa. Peace Love Harmony. Żyjąc w świetle.” Mary Earle, Irena Stanisławska


Kolejna książeczka (na słowo książka jednak za mało w niej treści jak na mój gust), która ma za zadanie nauczyć człowieka zachodu medytacji nad światem i innymi ludźmi, która jest pełna miłości, pokoju i harmonii. 


O ile słowa Dalajlamy są „do przełknięcia” niemal przez każdego człowieka, o tyle Mary Earle musi mieć już konkretną grupę docelową. Dlaczego? Na swoim przykładzie mogę napisać tylko, że nie było mi daleko do porzucenia tej, bądź co bądź skromnej objętościowo, lektury. Udało mi się dobrnąć do końca tylko za sprawą wrodzonej ciekawości. 

Na okładce książki można przeczytać, iż Mary i Alan Earle podróżują i pomagają ludziom. Obydwoje, już w sędziwym wieku, mówią i pokazują, jak wdrażać swoje postulaty w życie. Alan jest propagatorem stworzonej przez siebie techniki masażu, Mary krzepi słowem.

Na ile im się to udaje- nie wiem. Wiem jedynie, że nie do każdego czytelnika Mary dotrze równie skutecznie, jak do swoich słuchaczy na żywo. Kilka napisanych przez nią słów takich jak wewnętrzne światło czy też złote światło, cielesna forma, mentalne wysyłanie innym uczuć… Cóż, wszystkie te hasła mogą niestety spotkać się z odrzuceniem przez umysły zachodnio racjonalistyczne i sceptyczne.

Niemniej nawet tym ostatnim napiszę, że warto przeczytać tę książkę. Kilka zdań pozostało mi na długo w pamięci, a Earle pozwoliła mi zdystansować się do pewnych rzeczy… choć na pewien czas.

„Sekret” Rhonda Byrne


„Sekret” to nie książka o duchowości czy religii jednak zależało mi, aby o niej napisać. W Internecie można bowiem znaleźć olbrzymią ilość, często sprzecznych, opinii na temat tej publikacji. Niektórzy dopatrują się w niej recepty na całe zło tego świata i ulepszenia swojego życia w stopniu wręcz fantastycznym. Inni twierdzą, iż tak niemądrego i bezcelowego bełkotu dawno już nie czytali.

Ponieważ ideą przyświecającą moim mini recenzjom jest jednak założenie, że każda, nawet najgorsza książka, ma jakąś wartość. Podjęłam postanowienie, aby przekonać się na własnej skórze, czym jest „Sekret”. Czy jedynie tanim sposobem wyłudzenia pieniędzy czytelników, a może faktycznie objawieniem w obrębie tematyki technik pozytywnego myślenia?

Otóż nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć. Bardzo dużo zależy od wiedzy i przekonań konkretnego czytelnika. Dla mnie nie było w „Sekrecie” nic nowego, wiele kwestii zostało strywializowanych i sprowadzonych do filozofii, która filozofią tak naprawdę nie jest. Dlaczego nie żałuję jednak przeczytania tej książki? Bo uświadomiła mi, że są ludzie, którym potrzeba tak prostych metod na opanowanie wcale niełatwych mechanizmów. W skrócie: książka ta (jako któraś z kolei) dotyka tematu panowania nad własnymi myślami. Oczywiście efekty nie są tak proste, jak opisuje Byrne, ale jej myśli mogą być ciekawym początkiem dialogu z samym sobą. 



Czy polecam? Nie. Dlaczego? Bo mimo, że w „Sekrecie” jest kilka wartościowych zdań to znam masę książek w tym samym kręgu tematycznym, które zawierają ich dużo dużo więcej. 

"Sztuka szczęścia - Poradnik życia" - Jego Świątobliwość Dalajlama, Howard C. Cutler


Dalajlama, duchowy przywódca Tybetu, od lat jest już elementem religioznawczej popkultury. Piszę to jak najbardziej w znaczeniu pozytywnym, gdyż jego język jest tak klarowny i prosty, iż naprawdę każdy może z powodzeniem czerpać z jego religijnego doświadczenia.

Książka ta to ciekawy zabieg, jeszcze bardziej zbliżający filozofię Dalajlamy do czytelnika zachodu. To nic innego jak zapis rozmów Jego Świątobliwości oraz amerykańskiego psychiatry Howarda Cutlera. 

Tematyka książki jest bardzo uniwersalna i prosta. Ale nic dziwnego: nasze życie składa się z bardzo prostych emocji, których połączenie i kumulacja tworzy dopiero skomplikowane sytuacje. Przedstawiciele wschodu i zachodu rozmawiają ze sobą na temat szczęścia i ludzkiej natury, a także sposobów radzenia sobie z negatywnymi aspektami ludzkiej emocjonalności.

Pytania stawiane przez Cutlera mógłby z powodzeniem postawić Dalajlamie każdy z nas. Są to naprawdę typowe wątpliwości człowieka zachodu, który styka się z buddyjskim minimalizmem i prostotą.



Minimalny dyskomfort może odczuwać ten, kto z Dalajlamą i jego teoriami zapoznał się już wcześniej. Nie pojawia się tu bowiem nic odkrywczego i nowatorskiego, ale z drugiej strony może właśnie to jest wartością nauk Dalajlamy samą w sobie.



„Autobiografia Jogina” Paramahansa Yogananda


Książki na temat hinduizmu, medytacji i życia duchowego według dalekowschodnich koncepcji praktykowania już w latach 90-tych cieszyły się niebywałą popularnością. Wtedy to pojawiła się też cała gama publikacji w tzw. nurcie New Age, które wypaczały i w okrojonym kształcie przedstawiały pewne dalekowschodnie motywy, pozbawiając ich jednak kluczowych, kulturowych aspektów hinduskiego realioznawstwa. 


„Autobiografia Jogina” nie należy do takich książek, co jest jej niewątpliwym plusem. To taki swoisty podręcznik dla początkujących, a więc wszystkich tych, którzy chcieliby się zapoznać z życiem praktyków jogi. Nie dajcie się jednak zwieść! To jedynie czysta teoria w epickiej formie, a nie podręcznik medytacji czy duchowego rozwoju. To historie opowiedziane z perspektywy wschodniej, ale w dalszym ciągu dla człowieka zachodu. Na próżno więc szukać tu stuprocentowej czystości koncepcji. Jednak jest to książka z pewnością ciekawa dla laika i inspirująca dla ludzi, dla których ciekawe są wszelkie aspekty duchowego rozwoju. 

W jakimś stopniu jest to książka odkrywcza (na rynku wydawniczym). Z czasem zaczęło się pojawiać wiele podobnych prac. Piszę podobnych, bo jednak dużo uboższych w treść i bardziej trywialnych tj. dla dużo bardziej laickich czytelników. Wielu nauczycieli wschodu (w tym uczniowie P.Y) zaczęło pisać o swojej drodze. Niemniej nikt nie zrobił tego w tak szczegółowej i solidnej formie, jak miało to miejsce w „Autobiografii…”.

Warto przeczytać zatem, nawet jeśli nie jesteśmy entuzjastami tej tematyki.